poniedziałek, 13 marca 2017

Pancakes!!

😊

Czasem najdzie nas taka niecna ochota na spsocenie śniadania! Tak na słodko, obrzydliwie słodko i koniecznie w dużych ilościach! Takie nie małe-co-nie-co, ale takie mniammniuśne 😆

Tak, czasem tak się właśnie zdarza, że robimy typowo amerykańskie pancakes, z syropem klonowym lub z agawy, do tego koniecznie sezam, dla podkreślenia wyjątkowego smaczku. Tak, pyszne są takie śniadania! Nic tylko położyć się na drugi boczek i kolejne 10 minut pod kocykiem 😁

Jak je zrobić? Najlepszy i sprawdzony wielokrotnie przepis pochodzi z jednej z lepszych stron, czyli z Moich Wypieków, a wygląda następująco:

  • 2 szklanki mąki pszennej, przesianej
  • 2 jajka
  • 1,5 szklanki mleka lub maślanki (polecam tę drugą opcję)
  • 75 g roztopionego masła
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia lub 1 łyżeczka proszku i 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 3 czubate łyżki cukru
  • szczypta soli
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia, cukrem i solą. Jajka roztrzepać, połączyć z mlekiem i masłem. Do mokrych składników wsypać mąkę przesianą wymieszaną z resztą składników, wymieszać rózgą kuchenną do połączenia.
Smażyć na suchej nieprzywierającej patelni, z obu stron, na lekko złoty kolor.

A teraz? Hulaj dusza, piekła nie ma! Syrop, miód, dżem, świeże owoce....wszystko, na co tylko najdzie Was chęć 😉

Smacznego!

środa, 22 lutego 2017

Pierogi wysokobiałkowe z soczewicą

Zimno, ciemno...szaro, buro i ponuro! No nic się nie chce! NIC!

Więc owszem, w kuchni gotowanie było niezmiennie i odkrywające i szybkie, i proste i łatwe i przyjemne ;) Ale żeby wrzucić post, to już chęci i sił brakowało.
Zatem nadrabiamy :D

Na początek - wyzwanie! Dla mnie oczywiście ;-)


Pierogi.

Temat rzeka! Kto próbował, robić oczywiście, ten wie. Nie taka prosta sprawa. Podstawowa zasada - nabierz wprawy! Ha, ale jak to zrobić, gdy człowiekowi nie wychodzi....?!?!? Nie ma innego wyjścia, jak tylko próbować. Dodatkowo, z racji posiadania babci i babcinych pierogów z dostawą do domu, nie zawsze starcza czasu, sił i chęci do tego, by się za pierogi zabrać. Na szczęście czasem potrzeba ciepłego, smacznego posiłku pomaga. Jeśli dołożymy do tego bardzo ciekawy przepis, chęci przybywa.

Tak właśnie było z tymi pierogami. Wysokobiałkowe. Z soczewicą. Mniam! Ślinka cieknie na samą myśl :-) Pierwsze moje podejście, to był farsz, który okazał się strzałem w dziesiątkę - doskonały pod względem konsystencji i walorów smakowych. Idealny do krokietów, pasztecików i innych miejsc do nafaszerowania. U nas jak zwykle krokiety ;-)

Podejście drugie - pierogi. Podejście zakończone sukcesem. Ja zjadłam z przyjemnością, dzieci, jak zwykle, gdy mama próbuje coś nowego, z mniejszym entuzjazmem,ale ze smakiem na pewno ;-)

Czas na przepis:

Farsz:
300g soczewicy
300g kapusty
20g grzybów suszonych
2 cebule
1 łyżka masła
2 płaskie łyżeczki majeranku
sól i pieprz do smaku

W oryginale polecają soczewicę, kapustę i grzyby gotować do miękkości, jednak ja proponuję podsmażyć na głębokiej patelni (typu wok) pokrojoną drobno cebulkę "na wodzie" z odrobiną soli, następnie dodać pokrojoną kapustę, lekko osolić i podlać wodą, i dusić pod przykryciem. W ten sposób warzywa stracą mniej wartości odżywczych, a na pewno zachowają więcej smaku.
Grzyby jednak trzeba ugotować osobno, choć wodę z gotowania polecam zamrozić np. w pojemniku na lód - takie gotowe kostki z wywarem grzybowym są doskonałym dodatkiem do sosów czy zup.
Soczewicę polecam gotować krótko (maksymalnie do 8 minut), za to w dużej ilości wody.
Miękką kapustę z cebulką i ugotowanymi grzybami, a także odcedzoną soczewicę należy zmielić w maszynce do mielenia przy użyciu drobnych "oczek".
Do masy trzeba dodać masło i przyprawić do smaku.

Ciasto: 
1 kg mąki pszennej
ok. 2,5 szklanki ciepłej wody
płaska łyżeczka soli

Mąkę przesiać na stół, wymieszać z solą. Zrobić zagłębienie i stopniowo wlewać wodę, aż do uzyskania elastycznej, "plastelinowej" konsystencji. Ciasto warto podzielić na mniejsze porcje, aby każdą z nich cienko rozwałkować i wykrawać kółka.

A dalej to już wiadomo - na kółeczko łyżeczka farszu i "świstak siedzi i zawija w te sreberka" ;-)



Pierogi należy gotować w lekko osolonej wodzie, po wypłynięciu odczekać jeszcze ok. 2 minuty.


Gotowe najlepiej smakują z cebulką podsmażoną w piórkach, jak mawia moja mama :-)


Smacznego!

środa, 26 października 2016

Śpiewająca "bieda" ;-)

Dziś trochę przewrotnie.

A dlaczego? "A bo tak" jakby odpowiedział Czesio, ale powód jest.
Śpiewam. Śpiewam w chórze. A na wyjazd w dłuższą czy krótszą podróż warto zabrać ze sobą coś dobrego. Jakąś przekąskę. Ciastka, ciasto. Możliwości jest wiele. Ja jednak zawsze coś piekę na wyjazd z chórem. Ostatnio wybraliśmy się na konkurs do Torunia. Podróż około 4-ro godzinna. Więc zdecydowanie trzeba było zabrać ze sobą coś do jedzenia.
Lubię się dzielić tym co robię, pewnie stąd też pomysł na blog, niemniej jednak tym co przygotuję do jedzenia, sprawia radość o tyle większą, że istnieje kontakt bezpośredni z odbiorcą ;)



Tak więc na wyjazd popołudniowy przydałoby się ciasto. Trochę nie przygotowana nerwowo zaczęłam przeglądać zeszyt z przepisami i okazało się, że w każdym przepisie znalazłam produkt, którego akurat nie miałam w domu. W końcu mój wzrok padł na przepis, który dostałam od koleżanki. Z bardzo dziwną nazwą. Ciasto bieda. Zawsze dziwiła mnie ta nazwa. Do tego dnia, w którym potrzebowałam przepisu na ciasto ze składników, które akurat mam w domu. A dużo tego nie było. Jednak na pewno w każdym domu znajdzie się mąka, cukier, olej i jajka. I na całe szczęście miałam to i ja ;-) I tak naprawdę jest to podstawa do tego ciasta. Do tego potrzeba już tylko dodatki, najczęściej dodawane są jabłka, one stanowią "bazę". Do tego można wrzucać dodatki według własnego uznania.


Ciasto bieda
3 jajka
1 szklanka cukru (najlepiej brązowego, u mnie niepełna szklanka)
3/4 szklanki oleju
2 szklanki mąki
1 łyżeczka sody rozpuszczona w odrobinie letniej wody
1 łyżka kakao (u mnie karob)
1 łyżeczka cynamonu 
opcjonalnie - 1 łyżeczka kardamonu
750g obranych i pokrojonych w kostkę jabłek
ew. dodatki - u mnie wiśnie z nalewki ;-)
mogą być też ulubione orzechy, pestki dyni, słonecznika, albo co tylko przyjdzie Wam do głowy


Jajka ubić z cukrem, dodać cynamon, kardamon, karob, powoli dosypując mąkę. Gdy całość uzyska jednolitą masę, dodać wówczas sodę rozpuszczoną w wodzie i olej.
Do tak powstałej masy dodajemy jabłka i dodatki.
Całość wstawiamy do nagrzanego na 180 st.C piekarnika w niezbyt dużej blasze (u mnie 20x25 cm) 
i pieczemy około 40 min (sprawdzamy patyczkiem ;))
Na upieczone ciasto wykładamy polewę czekoladową - i tu jest pełna dowolność, każdy ma swój przepis na polewę. Jedni korzystają z gotowców, inni robią masę na bazie margaryny... no każdy ma swoją ulubioną wersję ;)
Ja jednak prawie zawsze przygotowuję polewę na bazie czekolady gorzkiej, rozpuszczonej w wodnej kąpieli z dodatkiem masła (d
zięki temu polewa pięknie się błyszczy :D).
Czasem przy braku czekolady szykuję polewę z wody, kakao i masła z dodatkiem odrobiny cukru lub miodu (proporcje niestety zawsze "na oko"). A na wierzch? Mogą być orzechy, wiórki kokosowe... cokolwiek na co przyjdzie Wam ochota!



Moje zniknęło wręcz.... śpiewająco! :D I ucieszyło wielu, co z klei ucieszyło mnie :D



Smacznego!


P.S.
żeby nie było, że wyjazdy chóralne to wycieczki, przywieźliśmy BRĄZ!!!! 
a tu fotka z naszych wypocin ;-) 




piątek, 21 października 2016

Jesień....

Jesień nieuchronnie i z coraz większym przytupem wkracza w nasze domy i nasze głowy... Katary, choroby, jesienna depresja... Znacie to? My się nie poddajemy. Jak to mówią: "robim, co możem!" :D

  A powstają u mnie nieustannie nowe przetwory, ocet jabłkowy, syropy, a później pyszne nalewki ;-)

 A więc dziś prezentuję Wam jabłuszka drobno tarte pasteryzowane z odrobiną cukru i dużą ilością cynamonu, ocet jabłkowy wg przepisu Katarzyny Gurbackiej oraz syrop z pigwy. I tu jest najprzyjemniejsza rzecz! Syrop, który powstaje z pokrojonych żółtych owoców zasypanych cukrem, całość odstawiona w ciepłe miejsce, doskonały jest do herbaty zamiast cytryny czy do wody, a do tego bogaty jest w witaminę C, więc na tę porę roku jest doskonały. A z odcedzonych owoców powstanie pyszna nalewka! Wystarczy owoce zasypać cukrem, zalać alkoholem (ilość % według upodobań) i odstawić na co najmniej miesiąc w ciemne miejsce. W zeszłym roku proces "zalewania alkoholem" powtórzyłam, tak bardzo żal mi było owoców, więc po kolejnym pół roku, miałam druga porcję pysznej nalewki!

My się zimy nie boimy... a nie, to jeszcze nie jesień, ale nie da się ukryć, że teraz są ostatnie podrygi jesieni i wszystkie pyszności będziemy konsumować zimą!
Ja już nie mogę się doczekać!!!





poniedziałek, 10 października 2016

...a po ciepłym śniadaniu, ciepła zupa :-)

Bardzo lubię zupy. Ciepłe, pożywne, rozgrzewające. Jesień to czas, w którym przede wszystkim stawiam na zupy. Na obiad lub kolację.

Dziś zupa a'la barszcz ukraiński z botwinką :) Lubię udziwnienia, zmiany, dlatego tę zupę przygotowałam inaczej niż zawsze. Pokrojoną włoszczyznę podsmażyłam na klarowanym maśle, a do wywaru nie dodałam mięsa.

 
Dwie marchewki i pietruszkę pokroiłam drobniutko, i wrzuciłam na rozgrzany tłuszcz. Do rumianych warzyw dodałam nieduży pokrojony por. Całość posoliłam i gdy por się zeszklił, wlałam ok 1,5 litra wody. Następnie dodałam pieprz w ziarnach, listek laurowy i ziele angielskie (ilości dowolne zależnie od upodobań - u mnie zawsze dużo, zwłaszcza pieprzu). Następnie obrałam 2 duże ziemniaki i dodałam do wywaru. Gdy całość się zagotowała, dodałam 2 duże łyżki kaszy quinoa (źródło białka). Gdy ziemniaki były już miękkie (po ok. 15-20 minutach) dodałam 2 słoiczki przygotowanej na wiosnę botwinki, która zalana była wodą z solą i odrobiną kwasku cytrynowego, dlatego przy doprawianiu dodałam odrobinę cukru, by zupa nie była zbyt kwaśna. Teraz, jak na barszczyk ukraiński przystało, dodałam ugotowanej wcześniej fasoli "Jaś" - około 1 szklanka.
Całość dosmaczyłam zieloną pietruszką i koperkiem. No i najważniejsza rzecz o tej porze roku - czosnek. 1 symboliczny ząbek dodany na końcu dla smaku, aromatu i "zdrowotności" ;-) A dla chętnych śmietanka lub jogurt.

 
Skusicie się?
 
 
Smacznego!

sobota, 8 października 2016

Jesień... I co tu zrobić na śniadanie?!?!

Przyszedł zimny, mokry i wietrzny  październik...brrr! Wszędzie szaro, buro i ponuro... I co tu zrobić? Niestety, nie mamy na to wpływu. Czas nieustannie przypomina nam o przemijaniu ;)

Jedyne na co mamy wpływ, to...dobre śniadanie :D
Gdy po przetarciu zasypanych jeszcze oczu, dochodzi do naszej świadomości świszczący szelest wiatru za oknem oraz dudnienie kropel deszczu w okna i parapety, nie pozostaje nic innego jak rozpoczęcie dnia od energetyzującej kawy, np. wg kuchni pięciu smaków (gotowana w rondelku z cynamonem, kardamonem i kropelką cytryny - podobno kolejność ma znaczenie, jednak ja tej sztuki nie pojęłam :D), a po tak dobrej kawie na pewno przyda się nam pożywne śniadanie.

Bardzo lubię podglądać KUKBUK zawsze głodni, i ostatnio wpadła mi w oko propozycja na śniadanie. Stwierdziłam "tak, to jest to!". Mowa o tostach francuskich, które nota bene goszczą u mnie dość często, ale tym razem podane były z karmelizowanym jabłkiem i UWAGA!! pieczonym na chrupko boczkiem!!! Tak. Wiem. Ślinka cieknie na samą myśl ;) Zabierając się za przygotowanie śniadania, stwierdziłam, że nie mam ani czasu, ani tym bardziej chęci na kombinowanie z karmelizowaniem jabłka, więc pozostałam przy wersji basic i przygotowałam same tosty z boczkiem. Plastrów boczku zalecanych w przepisie też nie miałam. Za to w lodówce na swoją kolej czekały paski boczku, gotowe do kupienia w sklepie ;)

Zatem kilka kromek obeschniętego chleba razowego (nie, nie zalecanej chałki czy białej bułki ;) ) i boczek w towarzystwie jaj i chrzanu gotowe były do śniadania :D

2-3 rozkłócone jajka
odrobina mleka (ok. 1/5 szklanki)
sól do smaku


Boczek grzecznie grzał się na patelni na wolnym ogniu, podczas gdy chlebek moczył się w jajkach z mlekiem. Ta część wymaga czasu, żeby pieczywo dobrze wchłonęło miksturę, dlatego często zdarza się, że przygotowuję tę kompozycję wieczorem i wstawiam na noc do lodówki, wówczas rano zmarnowana i głodna nie muszę czekać, aż produkty będą gotowe na patelnię.


Tę z kolei rozgrzewam delikatnie z klarowanym masłem i na dość dobrze nagrzany tłuszcz delikatnie przekładam tosty. Zazwyczaj wykorzystuję większą łopatkę tak, by mokre pieczywo nie pokruszyło się w drodze na patelnię :)


Przemieszany kilka razy boczek oraz gotowe tosty, obsmażone z obu stron na złoto, wykładam na talerz. Z uwagi na fakt, że pogoda sprzyja przeziębieniem, dziś towarzyszył im chrzan.



Takie śniadanie jest pożywne, ciepłe, a jeszcze bardziej rozgrzewające!

Smacznego :)


niedziela, 2 października 2016

Pesto.... niezielone?!?!


Czasem matka natura daje nam dary niekoniecznie w kolorach wprost oczekiwanych ;-)
Tym razem pod nóż poszła bazylia.... fioletowa!

No i jedyne co przyszło mi do głowy, to pesto! Oczywiście według przepisu stąd :-)

Zatem fioletowa bazylia trafiła do blendera w towarzystwie zielonej koleżanki, jak również wspomnianego w ww. przepisie odrobiny jarmużu.

  
Tyle kolorów, że znów ślinka cieknie i żal w sercu, że na cuda w takich kolorach trzeba czekać kolejny rok.....

Smacznego!