poniedziałek, 10 stycznia 2011

Królewski Nowy Rok :-)

Nowy rok trzeba zacząć szampańsko!
Ale jak!? Kiedy brzuchol coraz większy i rośnie i rośnie… J Niech on sobie rośnie, nie narzekam przecież. Sylwester był kulturalny przez duże „K” oczywiście, bo w teatrze spędzony, ale tu nie o tym. A co, w domu siedzieć nie będę J
Jednak w Nowy Rok wkroczyłam z nową energią i poza przemeblowaniami niektórymi, chciało mi się też działać na innych polach. A że działam ostatnio dużo kulinarnie, bo od dwóch już lat siedzę w domu (jak ten czas leci!!!!!!!!!), to na plan pierwszy poszło ciacho. Weekend długi, cosik słodkiego by się zdało na stół.
Temat SERNIK.
Ale rzecz to prosta nie jest, bo u nas w rodzince najlepszy i chyba jedyny przeze mnie tolerowany sernik piecze Babcia. Os zawsze. Na wszystkie imprezy, okoliczności i święta. Jeden. Niepowtarzalny, pyszny… ochy i achy!
Ale przecież ja tego ani takiego piec nie będę. Pogrzebałam więc w swoich karteluszkach, których mam chyba tysiące (w chomika się zmieniłam czy jak…?), i odnalazłam jakieś zapiski, notabene obok przepisu na wspomniany babciny sernik.
Sernik królewski. Ale, ale… To nie może być każdy sernik, bo nie toleruję jakimś trafem serników na spodach i z wierzchami (babcia tak nie robi!), ani z brzoskwiniami, ani z tymi gotowymi serkami do twarożków z gotowymi aromatami! Fuj! Dla mnie to wszystko nie tak, bo albo śmierdzi albo „wali” chemią. Jednym słowem wybredna bestia.
Ten na szczęście nie ma ani spodu, ani wierzchu, ani żadnych dodatków. Jedynie twaróg, żółtka, duuuuużo żółtek i coś tam jeszcze. Jaja, jak dla mnie, w cieście gwarantują, że ciacho będzie udane. Ten przepis, mam wrażenie, należy do tych „tradycyjnych”. To znaczy – będzie pyszny! I nie pomyliłam się :D
Sernik jest puchaty, leciutki, w smaku czuć jajeczka (oczywiście te od kurki, co nóżką po trawce grzebie!) i cytrynkę. Ani za słodki, ani za mało, ani za dużo wszystkiego itp. Idealny po prostu! No, KRÓLEWSKI!
Przepis jest następujący:
1 kg twarogu (ja użyłam półtłustego)
12 szt jaj
40 dkg cukru (dałam odrobinę mniej, bo nie chciałam, by był zbyt słodki)
2 opakowania cukru waniliowego
30 dkg masła
1 kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej
skórka z cytryny
masło i bułka do wysmarowania formy

W przepisie są jeszcze rodzynki, ale ja za nimi w cieście nie przepadam. Za to dodałam migdały J Wzięłam trochę, bo tylko tyle ostało się w domu.

Kolejność sernika następująca:
1.    Twaróg zemleć dwa razy. Masło rozpuścić i ostudzić. Zetrzeć skórkę z umytej cytryny.
2.    Ubić 12 żółtek z cukrem. Dodawać stopniowo twaróg. Dodać stopione masło i łyżkę mąki. Na koniec dodać cukier waniliowy i migdały (rodzynki, skórkę z pomarańczy… co kto lubi J)
3.    Ubić pianę z 12 białek i delikatnie połączyć z masą serową.
4.    Całość przełożyć do wysmarowanej formy.
5.    Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 st.C i piec 45 minut.
Ostudzić i kroić dopiero po ostygnięciu!
Masy jest duuużoooo, wypełnia całą formę i w trakcie pieczenia delikatnie rośnie. Jednak później delikatnie opada.
Sernik jest delikatnie zrumieniony, puchaty, misiowaty chciałoby się powiedzieć!
P Y C H O T A!
Prawdziwie królewski początek roku!

PS. Niestety nie wpadłam na pomysł sfotografowania mojego dzieła, posiłkuję się zatem zdjęciami-gotowcami z interneta. Chciałabym pokazać jaki on ładny, rumiany, żółciutki… To zdjęcie najbardziej pasuje…